Zgodnie z planem wyruszyliśmy z domu o 3:45. Ruch samochodowy na drodze nie był o tej porze duży ale za to ruch dzikich zwierząt wręcz przeciwnie🤣. Przy drodze widzieliśmy dużego dzika, sarnę, lisa, trzy małe dziczki i kota, co do którego mieliśmy w ciemności wątpliwości czy był czarny. W każdym razie drogi nam nie przebiegł więc liczyliśmy na pomyślny przebieg dalszej podróży.
Na lotnisku odprawiliśmy się bardzo szybko i cierpliwie czekaliśmy na otwarcie bramki do naszego samolotu Air France do Paryża.



Lot trwał zgodnie z planem 2 godziny. Na lotnisku w Paryżu czekaliśmy 3 godziny na nasz kolejny samolot do Biarritz. Tutaj także wszystko przebiegło zgodnie z planem i już po 1,5 godziny lotu, czyli chwilę przed 13:00, byliśmy na miejscu.
Autobusem udaliśmy się do wypoczynkowej części tego miasteczka. Biarritz jest popularną miejscowością turystyczną, zwłaszcza ze względu na warunki sprzyjające uprawianiu windsurfingu.



















Villa Belza- neośredniowieczna rezydencja zbudowana w latach 1880-1895











Po wyjściu z samolotu w Biarritz od razu uderzyła nas fala gorąca. Było pochmurno ale bardzo duszno, pot lał się po plecach.
Z Biarritz do Saint Jean Pied de Port dotarliśmy pociągiem. Pogoda coraz bardziej się pogarszała. Najpierw padał kapuśniaczek a później zaczął padać rzęsisty deszcz i pojawiła się burza.
Odwiedziliśmy biuro pielgrzyma aby zarejestrować nasze Credenciale czyli dokumenty pielgrzymów, w których codziennie będziemy zbierać pieczątki.








Na koniec dnia udaliśmy się do restauracji aby skosztować lokalnego jedzenia a takze Calimocho czyli lokalnego napoju alkoholowego przygotowywanego z czerwonego wina i Coli.
Potem przemoczyliśmy buty wracając w strugach deszczu. Ehhh… czas na odpoczynek.