Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy pobudką ok 6:30.
To zdjęcie zostało zrobione o 7:23 czyli dokładnie w momencie w którym miał miejsce wschód słońca w Torres del Rio. Jedliśmy wtedy szybkie śniadanie w kawiarni w hostelu w którym nocowaliśmy.

10 minut później byliśmy już na szlaku i słońce było troszeczkę wyżej. Temperatura otoczenia była jeszcze bardzo przyjemna co na pewno się zmieni gdyż tam dokąd zmierzamy czyli w Logroño ma być dziś po południu aż 35 stopni w cieniu. A przed nami 21 kilometrów spaceru.











Jak zwykle wędrowaliśmy trochę w górę i trochę w dół, choć dziś całkiem często było dosyć płasko.







Tak sobie szliśmy w kierunku miejscowości Viana















Opuściliśmy dziś hiszpańską prowincję Nawarra, po obszarze której wędrowaliśmy od drugiego dnia naszej pielgrzymki i wkroczyliśmy do prowincji La Rioja, która jest znana na całym świecie z produkcji win. Na obszarze tej prowincji znajduje się ponad 500 piwnic winiarskich.






W Logroño na szlaku Camino natknęliśmy się na pięknie pachnące róże odmiany „Rosa del Camino de Santiago”. Odmiana uzyskana przez Michela Adama w 2012 roku we Francji. Zdobyła srebrny medal 56 Międzynarodowego Konkursu „Nowe Róże. Villa de Madrid” w roku 2012.



Niedaleko za różami był taki piękny – mokry deptak kaskadowy:-)
Uznaliśmy, że skoro jest na szlaku Camino to chyba musi służyć do moczenia stóp strudzonych pielgrzymów. Upewniliśmy, że można w ten sposób skorzystać z tego dobrodziejstwa gdy wskoczyła tam w klapeczkach jakaś dziewczyna, która była na spacerze z psem.




Do centrum Logroño po moczeniu stópek dotarliśmy ok. 14:00. Ponieważ zbliżała się siesta, podczas której prawie wszystkie lokale gastronomiczne i sklepy są zamknięte (w godzinach- 15:00-17:00), a nie chcieliśmy głodować do wieczora, wyruszyliśmy szybko na obiad. Zjedliśmy w piwiarni – Cervecería ST PATRICK´S.
Moja sałatka Cezar była przepyszna, Adama skrzydełka z ziemniaczkami także.


Spacerując po mieście natknęliśmy się na warzywniak z bardzo ładnymi warzywami i owocami. Moją szczególną uwagę przykuły gigantyczne pomidory a także zielone figi… I w tym momencie stało się jasne, że te wszystkie figi, które od kilku dni mijamy po drodze, wcale nie są niedojrzałe:-). Pewnie w większości są małe i niedojrzałe, ale te większe jak najbardziej nadają się do jedzenia, są to prawdopodobnie figi adriatyckie, które są żółto-zielone. Każdego dnia człowiek uczy się nowych rzeczy. Jeszcze do wczoraj byłam przekonana, że figi zawsze są fioletowo-czarne.
W tym warzywniaku w lodówce w siatkach, chyba kilogramowych, dostępne były także ślimaki w muszelkach… No cóż jedni lubią figi a inni ślimaki, a może są i tacy co jedzą jedno i drugie…



Wśród zabytków w Logroño pierwsze miejsce zajmuje konkatedra – Concatedral de Santa María de la Redonda. Jest to świątynia późnogotycka z barokowymi dodatkami, wybudowana w XVI.


















Po zwiedzaniu jeszcze czas na małą kolacyjkę. Tym razem skusiliśmy się na pyszne empanadas z kurczakiem i wołowiną.




Najedzeni wróciliśmy do hotelu. Trzeba się wyspać. Jutro Was zaskoczymy… w naszej wyprawie pojawi się nieplanowany zwrot akcji…