Dzień rozpoczęliśmy od śniadania w barze niedaleko naszego hostelu. Dziś udało się kupić kanapkę z… jajecznicą z szynką i serem. Była bardzo dobra. Do tego oczywiście była kawa z mleczkiem i wyciskany sok z pomarańczy.

Nasza dzisiejsza trasa do miejscowości Luquin miała tylko 10 km więc całkiem rześcy dotarliśmy do celu chwilę przed 13-tą 🙂
W związku z tym, że trasa była niezbyt długa nie mieliśmy żadnego dłuższego postoju.
Pozostawiając za plecami Estelle-Lizarre szliśmy w kierunku miejscowości Irache. Po drodze odwiedziliśmy pracownię lokalnego kowala. Poprosiliśmy o wstawienie pieczątek do naszych credentiali.




I zaczęliśmy iść dalej w górę. Nagle zaczęły się rozlegać jakieś krzyki z tyłu. Okazało się, że pan kowal krzyczy do nas, że zostawiliśmy u niego kijki, tzn. ja zostawiłam.
Z kompletnym ekwipunkiem ruszyliśmy dalej w górę.
Przed nami widoczny był kościół oraz zabudowania winiarni Bodegas Irache.


Przy winiarni znajduje się źródełko z wodą oraz winem.





Źródełko przy winiarni było ostatnią miejską atrakcją potem czekała nas już wędrówka przez lasy i łąki.
Gdy zbliżaliśmy się do lasu, wychodziła z niego spora grupka mężczyzn wracających do miasteczka z nordic walkingu. Za nimi unosił się intensywny zapach olejku lawendowego. Obawiałam się, że to może zwiastować utrudnienia..,
No i się nie pomyliłam. Gdy tylko weszłam do lasu usłyszałam bzyczenie natrętnych much. Zatrzymanie się celem zrobienia zdjęcia wiązało się z atakiem much więc siłą rzeczy trzeba było iść szybko aby pokonać ten las jak najszybciej.
















W miasteczku jest publiczny basen na świeżym powietrzu więc byliśmy schłodzić nogi.


A na koniec jeszcze małe zwiedzanie miasteczka




