Dzisiejszy poranek przywitał nas bezchmurnym niebem i wszystko wskazuje na to, że taka aura pozostanie z nami do wieczora. Wyszliśmy z albergue, w którym spaliśmy, chwilę po godzinie 8:00 i udaliśmy się na szybkie śniadanko w pobliskiej kawiarni.
Mamy dziś do przejścia 22 kilometry do miejscowości Estella.


Wędrowaliśmy polną ścieżką podjadając co chwilę dziko rosnące jeżyny. Są tak smaczne, że ciężko się od nich oderwać😋


W lasach przez które przechodziliśmy rosły sosny czarne, które mają piękne duże szyszki.

Mijaliśmy coraz liczniejsze winnice oraz gaje oliwne.






Wśród tych dosyć wysuszonych terenów natknęłam się także na pałki wodne rosnące w przydrożnym rowie.

I tak powolutku przed 12-tą doczłapaliśmy do miasteczka Cirauqui.



Pozwoliliśmy sobie w tym miasteczku na odpoczynek i kulinarne małe co nie co 😋

Dla porównania dodaję zdjęcie tortilli, którą jadłam chyba ze dwa dni temu. Ta była oprócz ziemniaków była także ze szpinakiem:

a tu tortilla, którą wtedy jadł Adam- z cukinią oprócz ziemniaków:

I tak szliśmy dalej prawie cały czas na słońcu☀️










Plantacja szparagów:






I trochę zmęczeni dotarliśmy ok 18-tej do miasteczka Estella-Lizarra, gdzie nocujemy.



Pranie zrobione więc idziemy się pokręcić po mieście.
Aktualizacja o zdjęcia z wieczornego zwiedzania🙂






Dziś znowu śpimy w „norkach”. Poniżej zdjęcie mojego łóżeczka, nade mną będzie spał mąż. Jest 22:30 i chrapanie już dobiega z innych norek.
