Naszą dzisiejszą wędrówkę rozpoczęliśmy o godzinie 8:00 po niezbyt pożywnym śniadaniu składającym się z płatków kukurydzianych z mlekiem, wczorajszych bagietek, masła i dżemu. Jeśli chodzi o napoje to do wyboru był sfermentowany sok pomarańczowy lub kawa. Herbaty Hiszpanie nie piją, no chyba, że są chorzy.
Na szczęście bogaci o doświadczenie Adama z ubiegłego roku wiedzieliśmy, że wyżej opisane śniadanie nam nie wystarczy i zamówiliśmy sobie na rano, na wynos, kanapeczki. Oczywiście z wędliną.


Poranek przywitał nas dużym zachmurzeniem ale całe szczęście nie padał deszcz. To naprawdę ogromny plus biorąc pod uwagę wczorajszą pogodę. Taka warunki pogodowe pozostały z nami przez cały dzień. Chwilami widoczności była naprawdę bardzo niewielka zwłaszcza gdy spacerowaliśmy w chmurach.



Pić D’Orisson to punkt widokowy. Niestety nie dane nam było zobaczyć panoramy okolicy🤣 Zobaczyliśmy taki widok:

a panorama powinna wyglądać tak:




Było strasznie zimno więc gorąca czekolada była najlepszym co mogliśmy tam kupić😁


Zamiast pięknych widoków gór mogliśmy podziwiać zwierzęta i rośliny. Jeśli chodzi te drugie to mam na myśli zwłaszcza wrzosy, które rosły praktycznie wszędzie.







Ze względu na fakt, że widoczność była ograniczona zawsze najpierw słyszeliśmy dźwięk, mam tu na myśli dzwoneczki, a dopiero potem mogliśmy zobaczyć zwierzęta, które dzwoniły. Początkowo myślałam, że jak dzwonią to zawsze owce, ale okazało się, że krowy także dzwonią, a najbardziej zdziwiło nas, że także konie miały na szyjach przytroczone dzwoneczki.




A teraz czas na wzmiankę o roślinności. Przez większość dzisiejszej trasy podziwialiśmy przepiękne wrzosowiska. Szkoda, że nie przy słonecznej aurze ale mimo wszystko prezentowały się i pachniały przepięknie.






Poza wrzosami widziałam także i inne kwitnące roślinki




A także niekwitnących roślinek takich jak np. mikołajek. Chyba polny ale pewności nie mam.







Temperatura powietrza podczas dzisiejszego spaceru nie przekraczała 15 stopni, a chwilami jak wiał wiatr to wydawało się, że jest jeszcze chłodniej🥶. Pielgrzymi wyciągali czapki zimowe z plecaków🤣 Mnie uratowała ta cienka wiatrówka, bo niestety polar mam bez kaptura,a nie sądziłam, że w gorącej Hiszpanii przyda mi się czapka🙈


Do schroniska Roncesvalles dotarliśmy o 15:30 po przejściu 17 kilometrów.
To największe schronisko na trasie Camino Francés, zapewnia prawie 200 łóżek dla pielgrzymów.




Kolację dla pielgrzymów schroniska zjedliśmy dopiero o 19:00. Dodam, że obiadu dziś nie jedliśmy. Ja zjadłam kanapkę ok 10:00 a potem batonika energetycznego. Także byliśmy bardzo wygłodniali. Makaron z sosem pomidorowym i pieczony kurczak z frytkami bardzo mi smakowały, a najbardziej… chrupiąca bagietka do tego wszystkiego🤣
Hiszpanie do wszystkiego jedzą pieczywo😁
Gdy ja suszyłam włosy po przybyciu do albergue Adam poszedł oddać rzeczy do prania i suszenia oraz zapalić i spotkał poznane w poprzednim schronisku małżeństwo Australijczyków. Nie mogłam przestać się śmiać jak opowiadał mi, że ta kobieta myślała, że jesteśmy młodymi nowożeńcami🤣🤣🤣 Nie mogła uwierzyć, że jesteśmy już po 40-tce🙈.
Jutro idziemy do Zubiri, przed nami 22 km pieszej wędrówki…