Pobyt w willi w Saint Jean Pied de Port uznaję za bardzo udany. Wygodne łóżko, pościel, ręczniki. Już wiem, że w kolejne dni będę wspominać to z rozrzewnieniem:-)
Całą noc padał deszcz, było przyjemnie rześko więc wreszcie się wyspaliśmy. Niestety rankiem także przywitał nas deszcz. Zapakowaliśmy cały nasz dobytek do plecaków, założyliśmy peleryny i o 9:00 wyruszyliśmy na szlak.
Już po minucie wędrówki podjęliśmy decyzję, że to jest dobry moment na kawę i croissanta.

Po przerwie kawowej wyruszyliśmy w dalszą drogę.
Dzisiejszy cel to albergue Refuge Orisson. Padało mniej lub bardziej całą drogę. Szlam prawie cały czas w przeciwdeszczowym ponczo. Gdy przez chwilę nie padało postanowiłam się go pozbyć choćby na chwilę aby odetchnąć trochę gdyż nie przepuszcza ono ani wody ani powietrza🤣 Niestety ten przyjemny moment nie potrwał zbyt długo. Już po ok 10 minutach musiałam założyć je z powrotem gdyż znowu zaczął padać deszcz.





Dzisiejsza trasa rozpoczęła się na wysokości 170 m n.p.m. i wiodła głównie po asfalcie, co biorąc pod uwagę warunki pogodowe było dosyć wygodne. Fragmenty kamieniste nie należały do przyjemnych zwłaszcza dlatego, że miejscami były pokryte owczymi bobkami lub krowimi plackami. Trasa mierzyła 8 kilometrów. To najkrótszy ze wszystkich odcinków, które mamy do przejścia. Można by rzec, że to była rozgrzewka:-)





Chwilę przed 12:00 udało mi się dotrzeć do celu, położonego na wysokości 780 m. n.p.m. Adam przyszedł chwilę później.
Po mniej więcej 40 minutach odpoczynku ukazał się naszym oczom znacznie piękniejszy niż podczas całego spaceru, widok na okoliczne wzniesienia




Ten prysznic dostarczył mi trochę emocji gdyż po mniej więcej minucie od uruchomienia woda przestała lecieć. Trochę się przeraziłam, że coś się zepsuło… a ja cała w mydle, nieopłukana. Podjęłam próbę ponownego przekręcenia kurka, co nie było łatwe gdyż dłonie, które były całe w mydle, strasznie mi się ślizgały a kurek nie chciał współpracować🙈. Podczas tej walki o wodę wyślizgnęła mi się z dłoni kostka mydła i wypadła pod drzwiami z kabiny na zewnątrz🤣. Całe szczęście udało się ją odzyskać bez wychodzenia z kabiny. Udało mi się także sprawić, że woda znowu popłynęła z kranu. Było nerwowo ale pobyt w łazience zakończył się sukcesem.
Adamowi udało się wbić do kolejki do pralki więc pranie już zrobiliśmy. Kolejna kolejka ustawiła się do suszarki bębnowej.
Teraz odpoczywamy a na 18:30 idziemy na wspólną kolację w restauracji w naszym albergue.